środa, 13 sierpnia 2014

Trudne wybory / Difficult choices

Dylematy, dylematy... To one mnie skłoniły do napisania paru słów, a właściwie do narysowania (jak poniżej). Mój dylemat to gdzie mieszkać z rodzina? Tam gdzie serce ciągnie - z dala od zgiełku miasta, na kawałku swojej ziemi, czy tam gdzie rozsądek podpowiada - w mieście, gdzie blisko do szkoły dla dzieci, do sklepu, do lekarza...?

Dilemas, dilemas... It's dilema that pushed me to write few words, or to be more specific - to paint it (see below). My dilema is - where to live with family? In the quiet place far from the city noise - in the place where my heart whispers to me? Or... In the city where it's close to the kid's school, to the mall, to the doctor - where my pragmatic mind says to me...?


3 komentarze:

  1. A może skłonić rozsądek, by poszedł za sercem? Na wieś, gdzie mniejsze szkoły dla dzieci z klasami, w których każde może być traktowane osobno, gdzie zakupy robi się rozsądniej, jeżdżąc raz na tydzień do sklepu, gdzie lekarz rzadko potrzebny, bo cisza, czyste powietrze i zdrowsze jedzenie? :) Gdzie czas płynie wolniej, a dzieci rosną szczęśliwsze, bliżej przyrody?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm.... Szkola nie w kazdej wsi, niestety. A nawet jesli jest to nie wiadomo jak dlugo :). Na zakupy i tak jezdze raz w tygodniu bo czesciej nie ma kiedy :D. No wlasnie za ta cisza, spokojem i przyroda serce teskni. A rozsadek (i na pewno tez wygodnictwo) ciagnie do miasta. Bo szkola, lekarz to jedno. Ale jeszcze do pracy dojechac trzeba... Codziennie. To juz nie tylko wygodnictwo ale i koszty. A co jak za chwile ceny benzyny/oleju/gazu poszybuja w gore? Wiele jest takich pytan, na ktore nie mam odpowiedzi - ryzyko, ktorego rozsadek nie pozwala podjac, a serce by chcialo.
      Ale szukajac moze i jakis zloty srodek uda sie znalezc coby serce zadowolic i rozsadek uspokoic.

      Usuń
    2. Jak to mówią, nie ma ryzyka, nie ma zabawy. A człowiek do nowych warunków przyzwyczaja się szybciej niż się wydaje. U nas na ok. 12 wsi są 3 szkoły, każda w zasięgu 10 km, to nie odległość - 10 minut drogi (nie ma korków). Wszystkich nie zamkną, bo każda gmina musi mieć przynajmniej jedną. A poranna droga przez 3 wioski i piękny pejzaż działa lepiej niż mocna kawa. Niestety, niedługo, bo wkrótce Wojtuś właśnie do szkoły pójdzie i już będzie jeździł busem. Brakuje mi już jednak tego wożenia go (w wakacje jego przedszkole jest zamknięte, bo koło szkoły).

      Mnożyć czarne scenariusze można oczywiście - jeśli wiem, że się przewrócę, to od razu się położę. ;) Ale ceny paliwa mogą też nagle pójść w dół, zdalny tryb pracy okazuje się możliwy, gdy trzeba (Karolina przez pół roku pracowała w łódzkim GE, gdy mieszkaliśmy w Dorotowie, choć wcześniej mówili, że nie ma takiej opcji). Pracę można też zmienić na zdalną lub iść na swoje. To wszystko wymaga - gdy już ma się dzieci - sporej odwagi i fantazji (w proporcji dowolnej) i każdemu lepiej gdzie indziej. Bardzo niewielu jednak znam ludzi, którzy nie dali rady i wrócili do miasta. A i oni są zadowoleni z tego, że przeżyli przygodę.

      U nas koszty paliwa w proporcji do całego budżetu wzrosły trochę (nieznacznie, bo stanie w korkach też ciągnęło), ale cały budżet nawet nieco zmalał, bo mniej rzeczy kupujemy.

      Złote środki (wieś pod warszawą) mogą być fajne, ale korki zostają, więc czasu mniej, bo droga dłuższa (na warmińskiej wsi jeździmy czasem 40 km do znajomych na herbatkę lub np. po zakwas i zajmuje to tyle samo czasu, co odwiedziny u kogoś w tym samym mieście). I dom zamienia się w sypialnię. Nie mówiąc o hiperdrogich domach i działkach. Ale może to być dobry etap przejściowy. :)

      Usuń